HistoryjkiKoleś postanowił, że urządzi imprezkę, fundusze pochodziły z kasy przeznaczonej na wyjazd w góry, która w częsci została wydana na zakup nart... (więc brakło na wyjazd ). Mniejsza o to. Ważne, że balanga była udana - musicie przy tym wiedzieć, że gościu mieszkał w wieżowcu gdzieś tam we Wrocławiu. Gdy towarzystwo nieźle się już podchmieliło gospodarz chwycił za narty i oznajmił wszystkim, że wyjazdu nie będzie ale narty należy wypróbować, po czym udał się w tym celu na klatkę schodową coby sobie pozjeżdżać.
Po powrocie oznajmił, że narty i owszem tyle, że podczas zjazdu niechcący potrącił kobiecinę niosąca śmieci do zsypu. Oczywiście nikt mu nie uwierzyl, imprezka się skończyła, rano skacowani goście zaczęli się ponownie dopytywać o wypadek z babcią a koleś przysięgał się, że to prawda. Towarzystwo postanowiło sprawdzić wiadomość i zeszło niżej. Drzwi otworzyła młoda dziewczyna a na pytanie o babci odpowiedziała, że owszem miała babcia wczoraj jakiś wypadek na klatce i pogotowie ją zabrało.
Przestraszeni goście wraz z gospodarzem udali się do szpitala. Tam recepcjonistka skierowała ich do lekarza, który babcię przyjął. Ten zaś powiedział:
"Ta starsza pani wczoraj wieczorem - taaaa, nic groźnego trochę stłuczeń, jakieś otarcie... skierowalismy ja na obserwację do psychicznego bo uparcie twierdziła, że jak poszła śmieci wysypać to ją na klatce narciarz rozjechał..."
[powrót]